Modelem emisji reklamy w sieci możemy nazwać miejsce oraz dodatkowe ograniczania wyświetlania banera. To parametry, nad którymi trzeba się zastanowić, gdy już mamy wybrany serwis, w którym chcemy się promować. W ramach danego portalu można wybrać kilka różnych opcji emisji. Najczęściej stosowane formy są opisane skrótami ROS, HP, ROC oraz RON. Co one oznaczają?

ROS – to run on site, czyli wyświetlaj reklamę na stronie, w domyśle: na całej stronie. Reklama będzie emitowana na wszystkich podstronach danego serwisu. Nieważne z jakiego źródła użytkownik trafi do portalu i czy będzie przeglądać stronę główną czy też artykuł schowany głęboko w strukturze serwisu – zawsze będzie mieć szansę na zobaczenie banera.

HP – to reklama na home page, czyli na stronie głównej serwisu. Jeśli wybierzesz taki model, Twój baner będzie wyświetlany tylko użytkownikom, którzy weszli na stronę domową. Natomiast reklama nie będzie pojawiać się na podstronach.

ROC – czyli run on category, to emisja reklamy na stronie danej kategorii i jej podstronach. Jeśli chcemy zareklamować powstający apartamentowiec, a portal traktuje również o domkach jednorodzinnych, działkach rolnych czy wspólnotach mieszkaniowych, możemy wybrać wyłącznie interesującą nas kategorię. Wówczas użytkownicy zobaczą reklamę jedynie podczas przeglądania stron w wybranym dziale.

RON – to run on net, co oznacza reklamę w całej sieci serwisów. Jedna firma może prowadzić kilka portali, które nas interesują. W takim wypadku można wyemitować reklamę na wszystkich stronach we wszystkich serwisach.

Czasem dodatkowo określa się też tzw. white list oraz black list. Biała lista zawiera adresy serwisów, na których chcemy wyemitować reklamę, natomiast czarna wyklucza portale, które nas nie interesują.

Warto przy tym pamiętać, że publikowanie banera na stornie głównej serwisu niekoniecznie jest najlepszym wyjściem, gdy chcemy dotrzeć do największej grupy odbiorców. Choć może się wydawać, że home page to większy prestiż i ogromna oglądalność, w praktyce na strony główne zagląda maksymalnie 10% odwiedzających. Łatwo zrozumiesz dlaczego, gdy zastanowisz się, w jaki sposób sam odwiedzasz większość stron. Najczęściej wchodzimy przecież na konkretne artykuły, wpisy na blogu, recenzje czy strony produktów z linków zewnętrznych. O ile nie jesteś fanem, np. Onetu, wchodzisz do serwisu jedynie wtedy, gdy ktoś z Twoich znajomych opublikował wpis z odnośnikiem na portalu społecznościowym lub gdy zobaczyłeś link w czytanym artykule. Tak trafiasz na głęboką podstronę i nawet sekundy nie spędzasz na stronie głównej. To samo dotyczy wejść z wyników wyszukiwania. Google również generuje większość ruchu na podstronach serwisów.

Aby podjąć trafną decyzję, najlepiej przejrzeć statystyki portalu i wybrać strony, które zapewniają najwyższą oglądalność reklamy. Oczywiście ważnym czynnikiem jest też treść banera i cele kampanii, które mogą skłaniać do emisji jedynie w wybranej kategorii.
Na koniec wspomnijmy jeszcze o narzędziach, które pozwalają dodatkowo zwiększyć skuteczność kampanii. Są to targetowanie po IP oraz capping. Pierwsze pojęcie oznacza ograniczenie emisji reklamy do wskazanych lokalizacji. IP, czyli adres komputera, pozwala na ustalenie geograficznego połączenia odbiorcy reklamy. Dzięki temu można zamówić wyświetlenia jedynie w wybranym mieście, powiecie, województwie czy kraju. To opcja szczególnie przydatna w branży nieruchomości.

Natomiast capping to limitowanie wyświetleń dla unikalnego użytkownika. Często nie ma sensu „męczyć” jednego odbiorcy ciągłymi wyświetlaniami tej samej reklamy. Jeżeli user nie jest zainteresowany, jedynie go zirytujemy a w dodatku sami stracimy cenne wyświetlenia, które mogły być wykorzystane na innego użytkownika. Z pomocą przychodzi capping, który pozwala np. na ograniczenie wyświetleń dla jednego odbiorcy w ciągu jednego dnia. To oznacza, że na danym komputerze reklama wyświetli się, powiedzmy, tylko dwa razy w ciągu doby. Możemy też ustalić limit tygodniowy lub całkowitą liczbę wyświetleń w kampanii dla jednego odbiorcy. W przypadku agresywnych form reklamy, takich jak pop-up, obostrzenia mogą być narzucone przez samego wydawcę, który dba o renomę serwisu i również nie chce drażnić użytkowników nachalnymi reklamami.