W przypadku wielu inwestycji, ich potencjalni jak i faktyczni nabywcy nie posługują się na co dzień nazwą nadaną przez dewelopera. Łatwiej jest zlokalizować nieruchomość po adresie. Nie oznacza to jednak, że z nazywania nieruchomości warto zrezygnować.Nazwa wzbudza silne skojarzenia z daną inwestycją i jest jednym z najważniejszych elementów wizerunku marki. To znakomite miejsce na wzbudzenie pozytywnych emocji i wstępne zainteresowanie klienta. Przykładem niech będzie Osiedle Słoneczny Zakątek w Niemczu, k. Bydgoszczy, które mieliśmy przyjemność promować. „Słoneczny Zakątek” o wiele bardziej działa na wyobraźnię niż nazwa ulicy czy miejscowości. Odbiorca może pomyśleć o tym, że osiedle jest miejscem spokojnym i relaksującym – a więc znakomicie nadaje się do zamieszkania. Oczywiście trudno się spodziewać, by jakikolwiek klient podjął zakupową decyzję kierując się głównie nazwą, ale pozytywne emocje przy pierwszym kontakcie z ofertą to znakomity punkt wyjścia.

Nazwa ma duże znaczenie marketingowe. Może podkreślić cechy inwestycji, na które deweloper chce zwrócić uwagę. Ponadto atrakcyjne nazewnictwo lepiej zapada w pamięć i zwiększa szansę na to, że odbiorca np. reklamy w formie bilbordu zapozna się ze szczegółami oferty. Jeżeli nazwa będzie zbieżna z adresem, potencjalny klient może zwyczajnie zapomnieć o inwestycji i jeśli nie trafi na reklamę po raz drugi, nie dotrze choćby do strony internetowej. Natomiast chwytliwa nazwa zapadnie w pamięć i pozwoli na odszukanie strony inwestycji w sieci.

Ponadto nazwa może zapewnić także większy rozgłos inwestycji, choć ma to miejsce zazwyczaj wtedy, gdy nazewnictwo wzbudza kontrowersje. Takie podejście wymaga więcej odwagi od firmy deweloperskiej, jak i agencji marketingowej. Dobrym przykładem jest warszawskie osiedle Saska Kępa, które poruszyło środowisko deweloperskie i opinię publiczną, ponieważ powstało poza terenem Saskiem Kępy. Myląca jest również nazwa Wiślane Ogrody. Wiele osób uznało, że te nazwy są myląca i mogą podważyć zaufanie do dewelopera. Jednak z drugiej strony dzięki kontrowersjom inwestycje miały zapewnioną dodatkową porcję uwagi w mediach.

Czasem zdarza się też, że nazwa przebija się do świadomości publicznej i dobrze się przyjmuje. Dotyczy to charakterystycznych lub wyjątkowo dużych inwestycji, jak np. Sky Tower czy Marina Mokotów. To inwestycje, o których słyszał każdy Warszawiak – wystarczy wspomnieć nazwę, by każdy wiedział o jaką lokalizację chodzi. Taka sytuacja jest szczególnie komfortowa dla dewelopera, bo jego inwestycja staje się punktem, po którym dana lokalizacja jest identyfikowana, a nie na odwrót.

Alternatywą dla oryginalnej nazwy nieruchomości jest nazwa dewelopera w połączeniu z adresem inwestycji. To skuteczny sposób na promowanie marki samego dewelopera. Warto pozostać przy adresie również wtedy, gdy lokalizacja jest wyjątkowo atrakcyjna. Przykładem niech będzie tutaj wieżowiec Złota 44.

Z kolei odrębna nazwa ma tę dodatkową zaletę, że podkreśla wyjątkowość nieruchomości, która znajduje się w niewyróżniającej się lokalizacji. Nazwa nadaje charakter inwestycji i wskazuje na jej odrębność. W świadomości konsumenta taka nieruchomość staje się czymś więcej niż tylko kolejnym budynkiem w danej lokalizacji. Warto dodać, że początkowo nazwy miały przede wszystkim inwestycje z wyższych segmentów. Dzięki temu osobna nazwa to dodatkowy prestiż.